Jak naprawdę jedzą paryżanie – czyli kuchnia francuska po parysku

Paryżanie najbardziej na świecie lubią jeść i rozprawiać  o jedzeniu. Ten temat nigdy im się „nie przeje” 🙂

Posiłek to dla nich prawdziwa uczta. Nawet ten „szybki” w przerwie w pracy. Nie spotkasz bowiem paryżanina z kanapką na ulicy, za biurkiem, za kierownicą lub w metrze. Paryżanin zawsze je przy stole lub chociaż w parku na ławce albo na zielonej trawce w miłych okolicznościach przyrody.

Pory jego posiłków są ściśle określone i święte. Jak jest pora jedzenia, to wszystko inne schodzi na plan dalszy. Kończą się spotkania, debaty, projekty, operacje, czy zabiegi 🙂 Wszelka praca ustaje na święty czas posiłku.

Jedzenie to kluczowy element życia paryżanina. Jeśli akurat teraz nie je, to z pewnością o jedzeniu rozprawia: o smakach, zapachach, restauracjach, daniach, czy doznaniach kulinarnych. To nieodłączny element joie de vivre, które jest jego najważniejszą życiową zasadą.

Kuchnia francuska jest smaczna, to fakt. Królują w niej świeżość, finezja i elegancja. Francuzi potrafią zwykłe potrawy podać, w taki sposób, żeby stanowiły prawdziwą ucztę dla oka i dla podniebienia.

deser po parysku

Co niezwykłe, praktycznie każda restauracja, bar, czy przydrożny lokal z jedzeniem ma coś wyjątkowego do zaoferowania. Zupełnie tak, jakby każdy francuski kucharz znał jakiś tajemny sekret. Tutaj naprawdę nie musisz szukać gwiazdek Michelin, żeby dobrze zjeść. Czasami pożal się boże lokal – mały, ciasny i niewyględny serwuje takie jedzenie, że przymykasz oko na to, że siedzisz wciśnięta w ciasny kąt lub przy tzw. table commune (wspólny stół).

Pamiętam, jak chodziłam na kurs francuskiego, to w każdy poniedziałek opowiadaliśmy, co robiliśmy w weekend. Praktycznie każdy miał za sobą jakąś wizytę w restauracji. Jedzenie na mieście, to bardzo powszechna praktyka. Rozprawialiśmy więc o restauracjach i serwowanych tam daniach, jak rasowi paryżanie 🙂 Nigdy przez cały rok nie zdarzyło się, żeby ktoś trafił na kiepski lokal lub niesmaczne jedzenie. Wyjątkowe szczęście? Chyba jednak nie.

Opowieści o kiepskich restauracjach oczywiście krążą po mieście, ale ja na szczęście nigdy na taką nie trafiłam.

Jedyne, co może ci się przytrafić i pewnie się przytrafi 🙂 to „szorstka” obsługa, ale o tym kiedy indziej.

Francuzi to prawdziwi mięsożercy. Liczba potraw, jakie są w stanie wykonać na bazie mięsa jest niezliczona. O zawrót głowy może przywrócić cię już wizyta w boucherie, czyli francuskiego rzeźnika lub na pobliskim marché. Francuzi ze sprzedaży mięsa i jego przyrządzania uczynili prawdziwą sztukę.

Nie myśl, że wyskoczysz na szybko do sklepu po kawałek mięsa. Na miejscu spodziewaj się 100 pytań do ze strony sprzedawcy – na co, po co, na kiedy, z czym, do jakiego wina, z jakiej okazji, na ile osób, z jakim dodatkiem?? Kiedy sprzedawca wybierze już idealny kawałek dla ciebie –pouczy cię jeszcze, jak go przechować, jak długo gotować, smażyć, czy piec, a także jakie wino do niego kupić. Nazw samej wołowiny jest tak dużo, że można by z nich utworzyć osobny mini słownik.

Czasami śmieję się, że jeszcze tylko brakuje faktów z życia kaczki, krowy lub świni, którą sprzedają 🙂

Oj, nie zostanę chyba nigdy mięsożerczynią. Na nic krytyczne spojrzenia paryżan i paryskich kelnerów. Chcesz takiego doświadczyć? Zapytaj kelnera, co mają w menu bez mięsa? Odpowiedź pewnie będzie brzmiała: deser 🙂

Najbardziej popularnym daniem w karcie paryskich restauracji jest le burger! Jeszcze nie tak dawno temu paryżanie z pogardą wypowiadali się na temat amerykańskiego stylu odżywiania. Zresztą nie tylko odżywania. Ale czasy się zmieniły.

Hamburgery nazywane przez paryżan les burgers zagościły na dobre na ich stołach. Serwują je wszystkie modne restauracje wraz z frytkami i sałatką. Francuzi próbowali przerobić nieco hamburgera na swoją modłę np. zastępując wołowinę foie gras, ale uwierz mi, że nadal jest to kawałek mięsa wciśnięty w średniej jakości bułkę. Jedyne, co jest w nim paryskie, to cena.

paryskie burgery

 

Wybór mięsa w Paryżu jest ogromy. Zresztą podobnie rzecz ma się z serami. Wizyta w fromagerie, to też niezła przygoda. Na wstępie szykuj się na „specyficzny” zapach, który powita cię już w samym progu, a może właściwie już wcześniej. Cóż, francuskie sery  pachną czasami dość … intensywne 🙂

Ilość smaków, kształtów i kolorów też może przyprawić o zawrót głowy. Nie martw się jednak, że nie zdołasz niczego wybrać wśród tego bogactwa. Sprzedawca z pewnością przyjdzie ci z pomocą. Wypyta o twoje preferencje i gusta, dowie się do czego będziesz jadła ten ser, z jakim winem, w jakim towarzystwie i kiedy. Czas jest tu kluczowym czynnikiem. Jeśli w piątek kupujesz camembert na poniedziałek sprzedawca wysunie całą szufladę z serami, żeby sprawdzić, który ser jest wystarczająco twardy lub miękki (nigdy nie wiem), żeby zjeść go w poniedziałek!

Swoją drogą zaskakujące jest to, że paryżanie dokładnie planują swoje posiłki i zawsze wiedzą, kiedy będą spożywali ser, awokado, melona, czy inny kupowany produkt. Pytanie „na kiedy?”, to jedno z najczęstszych na zakupach. Już sprzedawca w lokalnym sklepie dba o jakość spożywanego przez paryżanina posiłku i dokłada wszelkich starań, żeby na jego stół trafił odpowiedniej jakości towar. 

Pomimo tych magicznych wręcz rytuałów, które od lat podglądam i uczę się je naśladować z przykrością stwierdzam, że francuska kuchnia bardzo się zmienia i dostosowuje do obecnych czasów. Choć Francuzi nadal kochają jeść, zwracają uwagę na świeżość i jakość oraz zawsze znajdują czas na rodzinny posiłek, to jednak dotarła do nich „moda” na szybkie i łatwe do przyrządzenia jedzenie.

Moje pierwsze wizyty w paryskich restauracjach i domach szybko zweryfikowały przekonania na temat idealnej francuskiej kuchni, które miałam jeszcze z czasów liceum. Pamiętam, że na lekcjach francuskiego rozmawiając o francuskiej kulturze wiele mówiliśmy o francuskich wymyślnych daniach, sposobach ich przyrządzanie i o rodzinnych, wielodaniowych kolacjach obowiązkowo z przystawką i deserem. Zawsze zastanawiało mnie to, jak francuskie kobiety, bo to głównie o nich mowa była, znajdują czas na takie wystawne posiłki każdego dnia.

Okazało się, że już nie znajdują.

Wystawne kolacje zarezerwowane są głównie na specjalne okazje.

jak jedzą paryżanie?

Oczywiście są jeszcze w Paryżu domy,  w których nadal co wieczór spożywa się wielodaniowe kolacje z deserem przy rodzinnym stole. Stanowią one jednak mniejszość. Większość rodzin żyjących we współczesnym pędzie musiała „nieco” dostosować sztukę kulinarną do rzeczywistości. Niestety odbyło się to kosztem jakości.

Choć trudno w to uwierzyć w paryskich domach często je się byle jak.

Zapracowana pani domu wracając z pracy wpada na szybko  do picarda (sieć sklepów z mrożonym jedzeniem) i kupuje gotowe, mrożone danie na kolację!  Na słynnych francuskich marché od świtu spotkasz głównie starsze panie lub panów poszukujących dobrej jakości i świeżości. Kupują oni jedzenie w mikroskopijnych wręcz ilościach, tak żeby starczyło na dziś i ewentualnie na jutro. Nieco później na rynku pojawiają się mamy z wózkami, które mają czas na zakupy i gotowanie.

Cała reszta przebiega jedynie obok rynku pędząc do pracy. Pomysłu na kolację szuka dopiero po pracy w lodówkach z mrożonkami. 

Lunch paryżanin zjada głównie poza domem.  Młodzi paryżanie nauczeni szybkiego jedzenia stołują się często w MacDo. Ci starsi – już pracujący jadają w restauracjach.

To bardzo powszechne, choć nietanie. Paryżanin o tym wie.  Doskonale potrafi jednak połączyć wygodę i prestiż z pragmatyzmem.

Zamiast kanapki na lunch wybiera  menu du jour w  cenie kilkunastu euro. Składa się ono z entrée-plat lub plat-dessert.  Dwa elementy menu dają paryżaninowi poczucie luksusu za niewielkie pieniądze. Zresztą jeśli już o pieniądzach mowa, to warto dodać, że większość posiłków sponsoruje paryżaninowi jego pracodawca oferując mu tzw. ticket restaurant.

Jeden taki ticket zwykle wystarcza na jeden posiłek bez napoju. Brak napoju nie stanowi większego problemu, dlatego że w Paryżu w każdej restauracji serwowana jest za darmo une carafe d’eau, czyli woda z kranu w karafce. Jest to wygodne rozwiązanie dla paryżan, którzy i tak mają w zwyczaju pić wodę z kranu. Proszenie o carafe d’eau nie jest też problem ze względów smakowych, czy zdrowotnych. Stanowi jednak pewien rodzaj upokorzenia. Zmusza paryżanina do tego, żeby otwarcie przyznał się do swojego skąpstwa 🙂 A tego paryżanin nie lubi.

Jeżeli jesteś w paryskiej restauracji i chcesz napić się wody mineralnej poproś koniecznie o bouteille d’eau.  Choć une carafe może brzmieć bardziej wyszukanie, to jednak jej zawartość pozostawia wiele do życzenia.

 

Paryska kuchnia się zmienia, to fakt. Zmiany niekoniecznie idą w dobrym kierunku, to też fakt. Jedno jest jednak pewne – kuchnia paryska fast lub slow nadal  fascynuje. No bo jak to możliwe, że paryżanie zajadający frytki i burgery, które nałogowo popiją colą nadal są szczupli i w dobrej formie? Cóż, to chyba pozostanie odwieczną zagadką. Może po prostu paryżaninem trzeba się urodzić?

 

2 komentarze

  1. General Fresh | 11th Wrz 17

    Naprawdę świetnie to wygląda! Bardzo lubię kuchnię francuską 🙂 Dzięki za wpis i pozdrawiam!

    • Ania | 11th Wrz 17

      Dziękuję i też pozdrawiam.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *